Urodziłam się w poniedziałek o 20.00 właśnie zaczynał się teatr telewizji…
KULTURA / TEATR/
Wywiad
🖋 Autor: [Katarzyna Rogalska]|
📅 Data publikacji: 13 września 2025
RED: Pani Olgo, 10 października obchodzony jest Światowy Dzień Inspicjenta. Jaką rolę pełni ta osoba w teatrze i kim właściwie jest inspicjent?
Olga Kucharska: To dość skomplikowana funkcja. Polega na tym, że inspicjent towarzyszy spektaklowi od pierwszej próby aż po jego całą eksploatację – obecny jest na wszystkich przedstawieniach. Ja sama nazywam się trochę takim łącznikiem między reżyserem a resztą teatru. Inspicjent współtworzy harmonogram razem z reżyserem, a następnie dba o każdy element przedstawienia. Jeśli potrzebne są rekwizyty, elementy scenografii czy inne rozwiązania techniczne – to właśnie on kontaktuje się z odpowiednimi działami i pilnuje, by wszystko było na czas. Podczas spektaklu czuwam nad jego przebiegiem, dbam, by nic nie zakłócało rytmu i żeby wszystkie elementy pojawiły się dokładnie wtedy, gdy powinny – tak, jak zaplanował reżyser.
RED: Czyli jednym słowem jest Pani dyrygentem całego spektaklu. A co dzieje się dalej – proszę zdradzić trochę tej magii pracy inspicjenta. Co dzieje się, gdy publiczność czeka, światła gasną, a Pani staje przy pulpicie, który wygląda jak kokpit samolotu?
Olga Kucharska: Rzeczywiście, podstawowym narzędziem mojej pracy jest interkom, czyli system nagłośnienia, dzięki któremu cały teatr mnie słyszy, a ja mam podgląd na przebieg spektaklu. Dodatkowo mam monitor, na którym widzę, co dzieje się na scenie.
Zanim spektakl się rozpocznie, daję sygnał na gotowość sceny – to znaczy, że widzowie mogą już zostać wpuszczeni na widownię. Gdy wszyscy usiądą, czekam jeszcze na sygnał, że publiczność jest gotowa. Wtedy zaczyna się cała magia: daję znak na zgaszenie świateł na widowni, rozpoczynam spektakl, podnoszę kurtynę – jeśli jest używana.
W tym momencie do pracy włącza się cały sztab ludzi, których widzowie nie widzą. Zaczęłam kiedyś liczyć i wyszło mi, że podczas jednego spektaklu pracuje około piętnastu osób: montażyści, rekwizytorzy, garderobiane, charakteryzatorki. Każdy ma swoje zadanie i dzięki temu przedstawienie może się odbyć bez przeszkód i w rytmie zaplanowanym przez reżysera.
Moje stanowisko to faktycznie centrum zarządzania – ale ta magia polega na tym, że wszyscy wiedzą, co mają robić, a kiedy wszystko jest gotowe, spektakl się zaczyna.
RED: A czy ma Pani do pomocy drugiego inspicjenta, czy jest pani tylko sama w swojej roli?
Olga Kucharska: W czasie spektaklu nie. Rzeczywiście w teatrze jest więcej niż jeden inspicjent, ale bardzo często gramy na dwóch scenach, więc obie jesteśmy na swoich spektaklach. We Współczesnym jest oddzielna funkcja inspicjenta oraz suflera, który pilnuje tekstu, więc ja osobiście zajmuję się stricte prowadzeniem spektaklu. Robię to sama i sama dyryguję, jak to pani ładnie powiedziała.
RED: Pani Olgo, czy podczas prób albo spektakli zdarzają się sytuacje kryzysowe?
Olga Kucharska: To zależy, co rozumiemy przez „kryzys”. W mojej karierze zdarzały się sytuacje awaryjne – na szczęście raczej drobne. Bywa, że zabraknie rekwizytu albo coś pójdzie technicznie nie tak. Ale – jak to się mówi – „show must go on”. Teatr to żywa materia, która dzieje się tu i teraz. Nie możemy cofnąć czasu ani zatrzymać spektaklu, więc musimy reagować tak, by widz w ogóle nie zauważył problemu. W takich momentach działa cały zespół zakulisowy, żeby przedstawienie przebiegało bez przeszkód. Na szczęście mnie nie spotkały naprawdę dramatyczne sytuacje, ale w teatrze zawsze trzeba być przygotowanym na nieprzewidywalne.
RED: Zdarza się więc, że w ułamku sekundy trzeba podjąć decyzję. Jakie cechy są niezbędne, by być dobrym inspicjentem?
Olga Kucharska: Przede wszystkim pamięć – zarówno słuchowa jak i wzrokowa. Potrafię wejść na scenę i od razu zauważyć, że czegoś brakuje albo usłyszeć, że przebieg spektaklu został czymś zaburzony. To bardzo ułatwia pracę, bo przy spektaklach granych setki razy słyszę czy widzę, jeśli coś nie idzie tak, jak powinno, i mogę natychmiast reagować. Równie ważna jest koncentracja, przewidywanie i umiejętność planowania scenariuszy awaryjnych. Każdy spektakl ma swój rytm i kluczowe momenty – trzeba je znać na wyrywki. Przydatne są też „oczy dookoła głowy”. Inspicjent musi też mieć stalowe nerwy i dobrą koordynację, bo odpowiada za to, by wszystko działało płynnie, nawet gdy dzieje się coś niespodziewanego.
RED: Czy zdarzyło się Pani, że aktor spóźnił się lub w ogóle nie pojawił na spektaklu? Jak wygląda wtedy reakcja inspicjenta?
Olga Kucharska: Na scenę nikt się jeszcze nie spóźnił, bo reaguję z wyprzedzeniem – aktorzy są proszeni odpowiednio wcześniej. Ale miałam przypadek, że jeden z nich zaspał na spektakl. Powinien być w teatrze pół godziny przed przedstawieniem, a go nie było. Wtedy uruchomiłam całą machinę, żeby Aktora namierzyć i „ściągnąć” do teatru. Spektakl zaczął się z opóźnieniem, ale się odbył. W teatrze dramatycznym nie mamy dublerów ani tzw. swingów jak w teatrach muzycznych, więc w takiej sytuacji spektakl trzeba by odwołać jeśli Aktor nie pojawiłby się w teatrze. Czasem aktor stoi w korku – wtedy działamy błyskawicznie, opóźniamy przedstawienie, utrzymuję kontakt telefoniczny. Mieliśmy kiedyś sytuację, że aktor stał w korku przy placu Zbawiciela, a więc bardzo blisko. Jeden z kolegów podmienił aktora w samochodzie i mogliśmy rozpocząć spektakl bez przeszkód.
Takie sytuacje są stresujące, ale to też część uroku tej pracy. Teatr jest żywy, nie do końca wyreżyserowany, a ten dreszczyk emocji – poza poważnymi wpadkami – bywa czymś najlepszym w całej tej materii. Na szczęście sytuacje kryzysowe są bardzo sporadyczne.
RED: W teatrze mówi się o „ugotowaniu” aktora – czyli doprowadzeniu kolegi na scenie do niekontrolowanego śmiechu. Zapewne wielokrotnie była Pani świadkiem takich sytuacji. Jak często to się zdarza?
Olga Kucharska: Widzowie uwielbiają takie momenty. Pamiętam spektakl w innym teatrze kiedy Aktor tak zgotował Aktorkę, że ta już nawet nie próbowała udawać, że się nie smieje , publiczność zareagowała aplauzem, bo nagle aktor przestał być postacią i stał się człowiekiem. To jest właśnie magia teatru na żywo.
Ale tak „Gotowanie” się zdarza, choć rzadko bywa tak, że wszyscy aktorzy naraz tracą panowanie nad sobą. Zazwyczaj ktoś zachowuje zimną krew i „wyciąga pomocną dłoń” – powie tekst, zamarkuje sytuację, podtrzyma scenę. Są też pewne sceny, w których wiadomo, że jeden aktor z dużym prawdopodobieństwem rozśmieszy drugiego – i są artyści, którzy w tym wręcz się specjalizują. Pan Krzysztof Kowalewski był mistrzem w „gotowaniu” innych, a jednocześnie sam pozostawał nie do „zgotowania”. Takie psikusy są elementem zabawy między aktorami, sprawdzaniem się nawzajem, kto wyjdzie z opresji obronną ręką. To też dodaje przedstawieniom niepowtarzalności i jest częścią uroku teatru.
RED: A jak wygląda współpraca inspicjenta z aktorami? Czy ma Pani swoje rytuały, rozmowy czy może niewerbalne sygnały przed spektaklem?
Olga Kucharska: Podstawą naszej współpracy jest zaufanie i gotowość do współpracy po obu stronach. Ważna jest też komunikacja – informuję ich, że zostało 15 minut, potem przypominam o kolejnych etapach i proszę na scenę. Podczas przedstawienia również padają komunikaty, na które aktorzy powinni reagować. Dzięki temu wszystko dzieje się w odpowiednim rytmie.
RED: Pani Olgo, słyszymy Pani głos: „Proszę Państwa, za pięć minut początek spektaklu”, ale nikt z widzów Pani nie widzi. Jak to jest być w roli niewidzialnej?
Olga Kucharska: Ja się z tym czuję bardzo dobrze. To jest po prostu element teatru, część tej magii – że wszystko się dzieje, chociaż widzowie nie wiedzą, kto za tym stoi. Myślę, że to też kwestia pokochania swojego zawodu i tej „niewidzialności”. Choć mnie nie widać, jestem istotnym elementem spektaklu – tak samo jak wszyscy pozostali.
Podkreślę raz jeszcze: teatr to praca zbiorowa. Wystarczy, że zabraknie jednego elementu, jednej osoby na swoim stanowisku, i coś może się posypać. Więc choć dla widzów jestem niewidzialna, dla moich współpracowników jestem całkowicie widzialna – i częścią tej machiny. A sukces spektaklu jest sukcesem nas wszystkich. I to daje ogromną satysfakcję, kiedy widzimy, że publiczności się podoba i że docenia efekt naszej wspólnej pracy.
RED: Słuchając Pani odpowiedzi, odnosi się wrażenie, że praca ta jest dla Pani pasją i miłością. A czy według Pani praca inspicjenta jest wystarczająco doceniana? Bo tak jak Pani wcześniej wspomniała, łączy Pani teatralny świat techniczny z artystycznym – od garderoby, przez obsługę widza, oświetlenie, dźwięk, całą mechanikę sceniczną. Jak Pani to wszystko łączy? Czy są jakieś sprawdzone sposoby, z których Pani korzysta? Czy wypracowała Pani własną ścieżkę komunikacyjną między wszystkimi tymi grupami osób i aktorami?
Olga Kucharska: Nie ma szkoły, która do tego przygotowuje. Gdy przyszłam do Teatru Współczesnego, koleżanka wprowadziła mnie w podstawy zawodu, ale większość musiałam wypracować sobie sama, tworząc własny styl pracy.
Po 12 latach widzę, jak różnie wygląda ta funkcja. Każdy ma swój system i to, co działa u mnie, nie musi sprawdzić się u innych. Własny sposób pracy jest kluczowy.
Oczywiście mam swoje rytuały. Na przykład w czasie premiery nie siadam – moje ciało potrzebuje utrzymania rytmu i nie mogę przysiąść nawet na chwilę. Potem, gdy spektakl jest już eksploatowany, jest łatwiej, ale adrenalina wciąż rośnie, szczególnie na początku spektaklu.
Są też spektakle skomplikowane, które są bardziej bardziej wymagające a tym samym stresujące. Mamy taki jeden spektakl podczas którego kurtyna w trakcie na chwilę opada dosłownie na kilka sekund, na scenę wchodzi ekipa – siedem osób z obsługi – każdy wie, co ma robić, po czym kurtyna się podnosi, a widz widzi zupełnie inny obraz: zmienioną scenografię, inne rekwizyty, podmianę aktorów. To jest cała magia teatru…
RED: Czyli jest Pani pierwszą osobą, która mówi „gramy”, i ostatnią osobą, która schodzi ze sceny, ze swojego stanowiska. A czy również Pani odpowiada za bezpieczeństwo wszystkich aktorów, widzów i obsługi technicznej?
Olga Kucharska: Najpierw sprostuję – rzeczywiście rozpoczynam spektakl, ale nie schodzę jako ostatnia ze sceny. Po mnie kończy spektakl ekipa, która musi ogarnąć rzeczy, które zostały na scenie, zgasić światło i dopilnować innych elementów.
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, dbam o nie na etapie prób razem z ekipą techniczną – sprawdzamy wszystkie elementy, żeby nic nie zagrażało aktorom ani widzom. Mamy też zabezpieczenie BHP w teatrze, które pilnuje przestrzegania przepisów. W czasie eksploatacji spektaklu sprawdzamy każdy element scenografii, żeby nie zagrażał aktorom ani obsłudze. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo widzów podczas spektaklu, tym zajmuje się obsługa widza i kierownik widowni.
RED: Pani Olgo, jest Pani również asystentką reżysera. Czy to oznacza, że bierze Pani udział w tworzeniu spektaklu od pierwszego dnia?
Olga Kucharska: Tak, funkcja asystenta reżysera bardzo pokrywa się z pracą inspicjenta, z tym że asystent reżysera uczestniczy też w decyzjach dotyczących części artystycznej, inspicjent raczej nie.
RED: Z jakimi reżyserami współpracowało się Pani najlepiej?
Olga Kucharska: Przez wiele lat współpracowałam z poprzednim dyrektorem Teatru Współczesnego, Maciejem Englertem, od którego dużo się nauczyłam. Cenię sobie to, że mogłam się przyglądać jego pracy z bliska i pracować z nim przy takich spektaklach jak np. „Psie serce”. Każdy reżyser jest inny we współpracy, z ważniejszych dla mnie i ciekawszych osób z jakimi mogłam współpracować byli moi obecni Dyrektorowie Wojciech Malajkat oraz Marcin Hycnar a także reżyserzy Jarek Tumidajski i Grzegorz Wiśniewski.
RED: Czy zdarzało się, że musiała Pani godzić różne temperamenty aktorów? Czy jest Pani też takim trochę opiekunem, psychologiem w teatrze?
Olga Kucharska: Oczywiście, że zdarzają się konflikty i trzeba trzymać rękę na pulsie, żeby sytuacja nie eskalowała. Czasem pojawiają się napięcia między reżyserem a zespołem aktorskim, wtedy trzeba być uważnym i działać jako łącznik między zespołem a dyrekcją.
Rozmowy zakulisowe są częste. Ponieważ jestem obecna podczas wszystkich prób i spektakli, aktorzy często w pierwszej kolejności zwracają się do mnie po zejściu ze sceny. Trzeba czasem uspokoić emocje i poprowadzić rozmowę tak, by wszystko szło dalej. Mimo dużych temperamentów, teatr jest jak jedna wielka rodzina – wszyscy grają do jednej bramki, bo najważniejszy jest spektakl.
RED: Jak zmieniała się Pani praca inspicjenta na przestrzeni 12 lat?
Olga Kucharska: Nie mogę powiedzieć, żeby bardzo się zmieniła. Dochodzą nowe elementy w spektaklach, np. projekcje, technologie, które trzeba koordynować. Teatr Współczesny jest raczej „miejskim” teatrem i używamy ograniczonej technologii, w przeciwieństwie do innych teatrów, np. Teatru Roma czy Narodowego, gdzie elementów technicznych jest dużo więcej.
Praca inspicjenta nadal opiera się na magii teatru, zmienności spektakli i pracy z różnymi reżyserami, scenografami i aktorami. To sprawia, że nie ma nudy – spektakl żyje własnym życiem, a my wchodzimy w kolejne próby, z nowym zespołem i innym spektaklem.
RED: Skąd wzięła się u Pani miłość do teatru? Czy wybór tej ścieżki był oczywisty?
Olga Kucharska: Od dziecka kochałam teatr. Podobno urodziłam się w poniedziałek o 20:00, czyli wtedy, gdy zaczynał się teatr telewizji… – rodzina się z tego śmieje. Mój dziadek pracował w teatrze komedia, m.in. z Olgą Lipińską, zajmował się kostiumami, więc teatr towarzyszył mi od małego. Moje imię nie jest więc przypadkowe.
Od małego brałam udział w konkursach recytatorskich, w produkcji spektakli, w grupach teatralnych. Od ponad 20 lat jestem członkiem Teatru THB działającego przy Centrum Łowicka w Warszawie, ale to raczej hobby, a ja chcialam być bliżej profesjonalnej sceny – zaczynałam w Teatrze Współczesnym od obsługi widza, a potem trafiłam na rozmowę do dyrektora… i tak zaczęła się moja przygoda z pracą w teatrze od środka, na stanowisku inspicjenta.
RED: Ma Pani swój ulubiony spektakl w Teatrze Współczesnym?
Olga Kucharska: Tak. Moim absolutnie ulubionym spektaklem jest „Wstyd” w reżyserii Wojciecha Malajkata. Bardzo lubiłam pracę zarówno na etapie prób, jak i później, podczas eksploatacji. Atmosfera jest świetna, sam spektakl bardzo udany, a publiczność reaguje entuzjastycznie. To daje ogromną satysfakcję i sprawia, że „Wstyd” pozostaje moim ukochanym przedstawieniem.
Wcześniej bardzo lubiłam pracować przy „Psim sercu” o którym już wspominałam, ale ten spektakl zszedł już z afisza.
Ale każdy spektakl jest nową przygodą. Właśnie wróciliśmy do pracy po przerwie wakacyjnej, przed nami nowe premiery. Aktualnie pracuję przy „Miedzy nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej w reżyserii Patryka Warchoła. Premiera w październiku, zapraszam.
RED: A co powiedziałaby Pani młodym ludziom, którzy marzą o pracy w teatrze, ale niekoniecznie jako aktorzy? Dlaczego warto zostać inspicjentem?
Olga Kucharska: Przede wszystkim zachęcam do pracy w teatrze, bo to naprawdę niezwykłe miejsce. Kluczowe jest to, by lubić teatr – wtedy praca staje się codzienną radością. To ogromny przywilej robić to co się lubi.
Do tego dochodzi praca z ludźmi – w teatrze pracują osoby pełne pasji, które naprawdę kochają to, co robią.
Jeśli ktoś chciałby spróbować, warto po prostu przyjść, porozmawiać i się nie bać. Trzeba walczyć o swoje marzenia – iść do teatru, szukać możliwości, wybrać dla siebie odpowiednią drogę. Ważne jest też, by znaleźć teatr, z którego repertuarem i kierunkiem artystycznym czujemy się zgodni – to daje ogromną satysfakcję.
RED: Pięknie powiedziane. Bardzo dziękuję za rozmowę, w której pokazała Pani, jak wiele pasji, miłości i niezastąpionej pracy wkłada się w zawód inspicjenta. Bez Pani żadna próba ani spektakl nie mogłyby się odbyć.
Olga Kucharska: To ja bardzo dziękuję i cieszę się, że chcieli Państwo przybliżyć słuchaczom zawód inspicjenta.